Jesteśmy w Krakowie

Wczoraj tuż przed północą Paulina z rodzicami opuściła Lwów pociągiem nocnym do Krakowa. Być może szefostwo PKP czytuje tę stronę, ponieważ wagon sypialny okazał się o kilka standardów lepszy niż ten w relacji Kraków-Lwów. Przedziały były nieco większe i co ważniejsze nie było pluskiew. Ja zaś wczoraj po południu wyjechałem z rodziną z Warszawy w kierunku Częstochowy, aby zawieźć moją żonę i córeczkę na nocleg grupy kapucyńskiej Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej. Dojechaliśmy ciemną nocą i tam zostawiłem moje babeczki, aby mogły zanieść swoje intencje na Jasną Górę. Wśród pielgrzymów (grupa piętnasta prowadzona przez Kapucynów jest wręcz zdominowana przez pątników z Łomży) spotkałem znajome pielęgniarki z Oddziału Intensywnej Terapii łomżyńskiego szpitala. Niezwykle się ucieszyłem z tego szczęśliwego zbiegu okoliczności.

Ja z kolei ruszyłem dalej, przez Częstochowę i Katowice do Krakowa. Zatrzymałem się na stacji benzynowej niedaleko podkrakowskich Balic, zjadłem coś, obejrzałem film w knajpie dla kierowców i poszedłem do auta się zdrzemnąć.

Gdy rano dotarłem do Krakowa Paulina była już na miejscu w hotelu, naprzeciw którego znajduje się klinika, w której jutro (niedziela) zostanie poddana zabiegowi chirurgicznemu mającemu zmniejszyć przykurcze mięśni w kończynach (wspominanej wcześniej fibrotomii). Dziś przed południem odbyła się kwalifikacja do zabiegu i przebiegła pozytywnie. Zabieg zostanie przeprowadzony pod narkozą, a po zabiegu Paulina będzie musiała spędzić noc w klinice. Trochę się tego obawiam, nie bardzo wiedząc dlaczego (co do samej procedury nie mam żadnych obaw, bardziej nie chciałbym, aby Paulina znowu była usypiana i zostawała na noc w szpitalu, podłączona do tych rozmaitych urządzeń), w przeciwieństwie do samej Pauliny, która widzi w tym zabiegu wielką szansę zmiany na lepsze.

Potem czeka nas długa podróż samochodem do Łomży. Wiecie, jak wygląda podróżowanie w tak zwany długi weekend, szczególnie powroty w kierunku Warszawy. Będzie długo, ciężko, męcząco i nerwowo, ale damy radę.

Kto może niech się pomodli, kto może niech trzyma kciuki, odezwę się pewnie w poniedziałek.